Wakacyjny luz
Wakacje to czas, gdy są piękne chwile, odpoczynek i czas
spędzony wspólnie w grupach. To okres wyjazdów małych i dużych podróży, które
ubogacają i rozwijają osobowość.
To sposób spędzenia
aktywnie swojego wolnego czasu, chwile relaksu na, które każdy z nas czeka.
Jestem zdania, że podróże zawsze czegoś nas uczą, a sytuacje w drodze nierzadko
spontaniczne są dla nas sprawdzeniem się w danej sytuacji. Jak również
wychodzeniem naprzeciw drugiemu człowiekowi.
Koniec wakacji. Wrzesień. Miesiąc gdy wszystko startuje,
dzieci rozpoczęły nowy rok szkolny. Nowe wyzwania. Nieznane, niepewność, ale też nowe
możliwości.
Wracam wspomnieniami do wakacyjnych chwil, które przeżyłam z ,,Kliką."
Czym jest Klika?
Ich działalność zaczęła się od sierpnia 1971 roku przy klasztorze oo. Dominikanów w Krakowie. Wtedy to ludzie z innego bardzo znanego krakowskiego duszpasterstwa jakim jest ,,Beczka” dominikańska wzięli sobie za cel zrobić coś aby pomóc osobom z niepełnosprawnościami i ich zintegrować w społeczeństwie. Dlatego towarzyszyli swoim podopiecznym w ciągu dnia podczas różnych codziennych życiowych czynności takich jak: wyjście na spacer, do kina, sprzątanie, wspólne zakupy. Stowarzyszeniu dano chwytliwą i przyciągającą nazwę ,,Klika” celem jest ,,Wyciągnąć ludzi z domu.” Towarzyszyli i po dziś nadal towarzyszą osobom z niepełnosprawnościami. Stowarzyszenie ma osobowość prawną. Jest Organizacją Pożytku Publicznego.
Utworzyli Warsztaty Terapii Zajęciowej, gdzie osoby codziennie przyjeżdżają by spędzić na różnych zajęciach pożytecznie czas. Na warsztatach powstaje ciekawe i piękne rękodzieło ceramiczne, drewniane przedmioty. Jest też grupa cukiernicza, która piecze wspaniałe torty i robi smaczne desery, przetwory.
Prezesem Stowarzyszenia jest Pan Grzegorz Sotoła poruszający się na wózku. W 2013 roku został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
,,Klika” organizuje obozy wakacyjne w dwóch grupach, rekolekcje wyjazdowe, wyjazdy weekendowe i wiele innych. Z Kliką dominikańską byłam po raz piąty, wszystkie moje wyjazdy były na Kaszubach w Przywidzu i Gołubiu. I tak też było tego roku, po raz kolejny byłam w Przywidzu nad jeziorem. Mieszkaliśmy w domkach, najczęściej po dwie osoby z niepełnosprawnością i wolontariusze. Na obozie każdy spędza czas tak jak mu odpowiada. Można popływać. Udało mi się wykorzystać pogodę i piękne okoliczności przyrody i popłynęłam na rowerku wodnym wraz z moją sympatyczną wolontariuszką moją imienniczką i wesołą ekipą z obozu. Płynęłam też kajakiem z moim obozowym kolegą
Podczas pobytu były też wycieczki: wyjazd żeby zobaczyć wielbłądy,
czy wypad do Gdańska. Wieczorami zawsze coś było zorganizowane: ogniska,
wieczorki taneczne, które prowadził nasz kolega, z zawodu jest didżejem, oraz
wieczór z karaoke, na którym mogliśmy razem pobyć śpiewając znane przeboje.
Za tę fantastyczną atmosferę jak i wszystkie kwestie organizacyjno- logistyczne w tym roku w tej grupie odpowiadał znakomity Tomasz. Który w tej nowej roli sprawdził się wspaniale. Był do człowieka i dla człowieka, starał się każdego wysłuchać, a jeśli były trudności szukał rozwiązania.
Mam szacunek do wolontariuszy, którzy chcą swój wolny czas spędzić wraz ze swoimi kolegami i koleżankami potrzebującymi pomocnej dłoni i serca. Jest to czas dla mnie jak i dla osób z trudnościami zdrowotnymi kiedy jesteśmy sami bez opieki rodziny.




Dobre wspomnienia to coś pięknego co jeszcze bardziej może ubogacić nasze tu i teraz. Klika to bardzo potrzebne Stowarzyszenie. Cieszę się, że do niego trafiłaś i dało Ci to szansę rozwijać się jeszcze bardziej! :) Ciekawy i taki odprężający wpis ;) Można przenieść się myślami w wakacyjny czas! Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDziękuję za miły komentarz. To naprawdę był relaksujący czas! Również Pozdrawiam!
Usuń