"Myślałam, że to koniec! – dramatyczne wspomnienie"
Pójście na basen i zanurzenie się w wodzie było kolejnym
przełamaniem mojego lęku po traumatycznym wydarzeniu sprzed lat.
Byłam na turnusie rehabilitacyjnym w Dziwnówku w pensjonacie
,,Contessa.” W towarzystwie mamy, mamy koleżanki i Jej córki. Na turnusie była
dobra atmosfera, miłe towarzystwo, z którym wspólnie chodziłyśmy na plaże.
Ostatni dzień turnusu. Była to niedziela 29 lipca 2013 roku. Po południu
wybraliśmy się na ostanie kąpiele i pożegnanie z morzem. Nie był to jeden z
upalnych dni, ale dość ciepły, morze było spokojne- fale były nieduże. Zarówno
ja jak i moja mama nie umiemy pływać, woda w morzu jest zimna, dlatego nie
mogłam w niej przebywać nawet w bezpiecznej odległości, gdyż z powodu mojej niepełnosprawności (niewłaściwego krążenia oraz braku ruchu kończynami, w bardzo krótkim
czasie siniałam z zimna, dostawałam dużych dreszczy i po paru minutach musiałam
wychodzić.
Dlatego zakupiłyśmy z mamą ponton z oparciem, na którym płynęłam. Dla
bezpieczeństwa trzymałam zawsze mamę za
rękę, a Ona znajdowała się w wodzie w niewielkiej odległości od brzegu, woda
sięgała Jej powyżej pasa. I tak spędzałyśmy codziennie czas w wodzie. Tego dnia
było tak samo. Spokojnie unosiłam się na wodzie siedząc na pontonie. Aż tu
nagle nadeszła fala z wyjątkową silą, do tego stopnia, że rozerwała nasze
trzymające się dłonie. Odpłynęłam od mamy ponad 10 m. i fala zmiotła mnie z
pontonu. Znalazłam się pod wodą. Bezradna, bezsilna leżąc na dnie. Było to tak
przerażające uczucie, że nie życzę tego nikomu. Myślałam, że to koniec.
Miałam otwarte oczy, ponieważ gdzieś usłyszałam, że jak tylko zamkniesz oczy
stracisz przytomność.
Kiedy mama mnie wydobyła, a znalazła mnie z ogromnym trudem,
ponieważ w wodzie nie było nic widać, nie była przeźroczysta. Mama poszła
intuicyjnie w linii prostej za tym pontonem, tam gdzie wypadłam, a ponton
gdzieś odpłynął. W chwili kiedy mnie
znalazła- było to może około pół minuty, może mniej. Wydobyła mnie z dna spod
tafli wody i przeraziła się bladością mojej skóry. Zaczęła krzyczeć: Ratunku
Pomocy!, lecz niestety nikt nie słyszał, bo morze szumiało. Trzymała mnie
podniesioną do góry a ze strachu zaczęły jej się uginać nogi. Całą sytuację zauważył pan stojący na plaży i przybiegł nam z pomocą. Wszystko widziała również nasza znajoma z turnusu - pielęgniarka, też przybiegła. Stwierdziła, że nie trzeba wzywać karetki, ponieważ nie straciłam przytomności i nie napiłam się też wody. Po tym wydarzeniu byłam bardzo słaba i mama czuwała przy moim łóżku całą noc.
Po powrocie z nad morza za kilka dni pojechałam na planowane
rekolekcje na Górę św. Anny. Jak usłyszałam pieśń ,,Kiedy fale mórz chcą porwać
mnie…” tak strasznie się rozpłakałam, łzy same leciały po policzkach.
Spojrzałam na mamę, która też płakała. Po Eucharystii kiedy nadszedł czas na
świadectwa dziękowała Bogu za ocalenie córki. W tym dniu w którym się topiłam
przed południem byłam u spowiedzi i na Mszy Św. Koleżanka mamy powiedziała, że
to, że nie utonęłam to cud! Był to także rok, w którym na Bałtyku występowały fale zwrotne i wielu ludzi utopiło się przy samym brzegu.
Dziękuję Bogu i Maryi, że zostałam uratowana i dostałam szansę na dalsze życie.
Dwa miesiące później świętowałam swoje 18 urodziny.
Teraz, ile razy słyszę tę pieśń zawsze mam w pamięci to trudne wydarzenie i czuję wdzięczność do Stwórcy.


Świetnie się czyta Twojego bloga. Pięknie opisana historia. Masz niesamowity dar do wczucia czytelnika w to, co się dzieje. To bardzo unikatowa cecha. Historia opisana z wartościowymi szczegółami, ale zwięzła i trzymająca czytelnika w napięciu. Tak trzymaj!
OdpowiedzUsuńDziękuję za te miłe słowa i komentarz. To bardzo cenne sugestie. Myślę, że wykorzystam je w dalszej pracy dziennikarskiej.
UsuńPiękne świadectwo! Chwała Panu! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Chciałam podziękować Bogu i Maryi za uratowane życie! :)
UsuńPiękna, poruszająca historia. ✨ Pan Bóg jest bardzo dobry 💗
OdpowiedzUsuńTak. Pan Bóg jest bardzo dobry i godzien jest by świadczyć o Jego dobroci :)
Usuń